1. Prolog
  2. Program
  3. Epilog

 

Prolog

Najokrutniejszy miesiąc to kwiecień – spod ziemi
Martwej – wyciąga gałęzie bzu, mieszając
Sny (…) Zima nas ochraniała otulając
Ziemię w śnieg zapomnienia, karmiąc
Tę resztkę życia suchymi bulwami wspomnień

Thomas Stearns Eliot, Ziemia jałowa

Nie wierzyłem poecie gdy stwierdzał; „Najokrutniejszy miesiąc to kwiecień…” Gdybym uwierzył wybralibyśmy inny czas na rekonesans przed tegorocznym obozem… Wołyń budził się z zimowego snu. Wyschły już wszystkie drogi odsłaniając wypłukane z asfaltu oczodoły. I można było poruszać się po wołyńskich wertepach szybciej, patrząc czujnie pod koła samochodu. Ale my nie spieszyliśmy się. Nigdy się Tam nie spieszymy. W przeciwnym razie moglibyśmy przeoczyć krzyż w zagajniku, trop zamiatany przez wiatr, samotny głaz w szczerym polu, dróżkę niknącą na horyzoncie albo człowieka, który pamięta… Z Turzyska wyruszyliśmy późnym rankiem. Dopóki dało się jechać przez dulibowski las, jechaliśmy. Później trzeba było zostawić samochód i maszerować ścieżką coraz to bardziej zapadającą w ciszę leśnego interioru. Prowadził nas ukraiński przewodnik z pobliskich Sołowicz, Jarosław Kaszuba. Znaliśmy to nazwisko. Dwa lata wcześniej, gdyśmy szukali śladów ostatnich dni (lipiec '43) emisariusza Rządu Rzeczypospolitej, porucznika Zygmunta Rumla, przywołał je w rozmowie z nami staruszek z sąsiedniej wsi Kustycze. Brzmiało złowrogo. Las gęstniał, a my kluczyliśmy po zakrętach i rozwidleniach leśnej nitki. Szliśmy próbując robić zdjęcia, by zapamiętać drogę, ale las wokół był wszędzie taki sam. Drzewa były jeszcze nagie co pozwalało zaglądać za kurtynę po obu stronach ścieżki by nie przeoczyć tego, czego szukaliśmy. Przewodnik zszedł wreszcie ze szlaku. Jeszcze przez chwilę przedzieraliśmy się za jego śladem rozpychając się między drzewami… A potem zobaczyliśmy grób.

PERSONA / KAZIMIERZ / MAMA / ANIELA / DZIETI: / BOGUSIA / ALEK / PIOTRUŚ / KRYSIA / ZGINĘLI / 30 VIII 1943 ROKU / PAMIĘĆ OD CURKI / I SIOSTRY TERESY / POKUI ICH DUSZOM

Tytułowy bohater elliotowskiego poematu – „wydrążony człowiek” – pytał  po latach:  gdzie był wtedy Bóg? Nie wiem, nie jestem teologiem, ale odpowiedziałbym: gdzie był wtedy człowiek? Jeden, przyszedł rano owego sierpniowego dnia z hordą takich jak on. Przyszedł, by zabić… Dowodził lokalnym oddziałem Ukraińskiej Powstańczej Armii. Nazywał się Kaszuba. Iwan Kaszuba. Nie zapomniał o małej Kolonii Niebrzydów. I polskiej rodzinie Personów. Zginęli wszyscy prócz kilkuletniej dziewczynki. Ta zdołała uciec, dzięki matce. Jej rozpaczliwy krzyk nie sparaliżował dziewczęcych nóg tylko serce, dlatego biegła przed siebie dopóty, dopóki serce nie stało się zwykłym mięśniem, który pompuje krew, nie wspomnienia. Tułała się przez kilka godzin po lesie nic nie rozumiejąc z otaczającego świata. A potem spotkała ludzi. Innych, chociaż tej samej narodowości co mordercy. Przygarnęli ją, nakarmili, próbowali przytulić… Nie pozwoliła. Nie rozumiała, że ukraińskie ręce służą nie tylko do mordowania. Próbowali ochronić; zabrali do cerkwi, przechrzcili, dali na imię Tania. A potem przyszli Polacy i zabili Ukraińców. Tak to zapamiętało dziecko, które nie wiedziało, że w ramach akcji odwetowej Armii Krajowej ginęli także niewinni Ukraińcy. I znów las był jej domem, drzewa rodzeństwem, a słońce i księżyc rodzicami. Była jak Mowgli z Księgi dżungli Kiplinga. Tyle, że Mowgli nie płakał. A potem znów przygarnęli ją Ukraińcy. Próbowali przytulić… ale dziewczynka już nie umiała wyciągać rąk do ludzi. Po nocach śniła rodziców nie wierząc słońcu i księżycowi, a w dzień biła się z rusińskimi dziećmi. Nie rozumiała dlaczego, czuła że tylko tak może ukoić sny. Kiedy wojenny zamęt poniósł się dalej, hen nad Wisłę pojawili się ludzie z Polskiego Czerwonego Krzyża i zabrali dziewczynkę do Polski, do Chełma. Tam znalazła ją siostra matki, też Teresa… Dziewczynka urosła, założyła rodzinę, wychowała dzieci, ale nie potrafiła odpędzić snów, więc w 1994 roku przyjechała do swojej rodzinnej miejscowości. Chciała postawić krzyż w miejscu gdzie pierwszy raz miała rodzinę i ostatni raz rodziców i rodzeństwo. Ukraińcy z pobliskich Dulib przyjęli ją z otwartymi ramionami. Ugościli, zapłakali i pomodlili się. Razem z nią. Dziewczynka pozwoliła się przytulić. A potem ukraińscy sąsiedzi postawili rodzinie Personów pomnik, dlatego nagrobna inskrypcja zawiera błędy ortograficzne, ale to pomnik serc ludzkich, nie absolwentów polonistyki. 

Kiedy w maju szukałem ponownie ścieżki do Kolonii Niebrzydów świat wokół był już zielony. Kilkadziesiąt minut zajęło mi znalezienie pomnika. A kiedy dotarłem do celu, na miejscu zastałem własne zdziwienie. Wokół ocean buchającej flory, a pośród niego wyspa; pomnik rodziny Personów. Wszystko wokół było wyplewione i oczyszczone… To Jarosław Kaszuba wraz z  mieszkańcami Sołowicz dba o pamięć tego miejsca. Daleki kuzyn Jarosława; Iwan, na  czele takich jak on, wymordował okolicznych Polaków. Ich masowy grób w lesie pokazał nam ów staruszek z Kustycz. W nocy mordercy załomotali do drzwi jego rodzinnego domu. Kazali ojcu zaprzęgać konie, a potem zwozić do lasu ciała pomordowanych. Ich zapomniany grób znajduje się tam do dzisiaj. „Suche kości krzywdy nie zrobią nikomu…”, a mimo to leżą w ziemi jak winowajcy, którzy mogliby skrzywdzić, gdyby ich przenieść z lesistej celi do poświęconej ziemi. Czyż nie tak panie Wiatrowycz?

 Iwan zginął zabity kilkadziesiąt dni później przez sowieckich żołnierzy, którzy nie oszczędzili także jego żony. Oszczędzili córeczkę. Miała na imię Marusia. Może czerwonoarmiści byli trochę bardziej miłosierni od upowców? Marusia z czasem wyrosła, wyszła za mąż, założyła rodzinę. Zmarła kilka lat temu… A dzisiaj daleki kuzyn Iwana; Jarosław, notabene wójt sołowickiej gminy, wskazuje Polakom miejsce pochówku zamordowanej rodziny Personów i opiekuje się ich grobem. Do dzisiaj Ukraińcy nazywają To miejsce „Personowoje”.

Dlaczego o tym piszę? Dlatego żeby było Wam łatwiej odpowiedzieć na pytanie – gdy  już znajdziecie się na wołyńskim szlaku – „gdzie był wtedy człowiek”? Może był w Dulibach i próbował przytulić małą Tereskę, może był w Kustyczach i nie bał się powiedzieć prawdy, może pojechał w lipcu '43 roku na spotkanie z delegacją UPA, by zapobiec bratniemu rozlewowi krwi… A Bóg? Może to człowiek o nim zapomniał…? Wojewoda wołyński Henryk Józewski, widywał Go jeszcze w latach 30-tych na Wołyniu. Osobistą audiencję miał w Kołkach, małym, zapadającym się miasteczku, gdzie żyli Polacy, Ukraińcy, Żydzi, Rosjanie… Odbywała się właśnie uroczystość poświęcenia nowego kościoła. Po oficjalnej części staruszek proboszcz zaprosił wszystkich na poczęstunek. Wojewoda, siedząc między lokalnymi przedstawicielami różnych wyznań był świadkiem rozmowy, z której wynikało, że każdy z nich miał swój udział w budowie katolickiej świątyni, ba, przekomarzali się kto pomógł więcej; pop dał drzewo na dach, rabin szkło na witraże, ksiądz zebrał brakujące fundusze…  Henryk Józewski tak zapamiętał swoje widzenie z Panem Bogiem: „słońce patrzyło na Kołki wzrokiem słonecznym i słońce było w ludziach. Było im dobrze. Warto było na to patrzeć…”

PS. Eliot nie miał racji. W jakimkolwiek miesiącu nie wybralibyście się na Wołyń kości tak samo wołać będą…

 

  1. Prolog
  2. Program
  3. Epilog

 

Program

Obóz wakacyjny / 9-24 sierpnia 2019

9 sierpnia (piątek)  /  Lublin – Dołhobyczów – Tarnopol

Wyjazd o godz. 8.30 z placu przy Środowiskowym Hufcu Pracy 3-18  w Lublinie, ul. Łabędzia 15

Zakwaterowanie grupy - szkoła podstawowa w Taurowie

10 sierpnia (sobota) / Taurów

  • grupa główna - Taurów: prace porządkowe na cmentarzu w Taurowie i w Kozłowie
  • grupa wędrowna - Tarnopol: prace na cmentarzu w Kozłowie
    po pracy zakwaterowanie na terenie parafii pw. Bożego Miłosierdzia w Tarnopolu

11 sierpnia (niedziela)  –  dzień wolny

Obie grupy realizują wspólnie program obozu:

  • wycieczka krajoznawcza do Zbaraża lub Trembowli (przedpołudnie),
  • zwiedzanie Tarnopola (popołudnie)

Zmęczeni, starcy, choćby mieli tylko 20 lat i Hrabia oraz dzieci pod opieką dorosłej kadry mogą zostać na terenie obozu

12 sierpnia (poniedziałek)

  • grupa główna - Taurów: prace porządkowe na cmentarzu w Chodaczkowie Wielkim i w Horodyszczach
  • grupa wędrowna - Tarnopol: prace na cmentarzu w Romanówce, Romanowym Siole i w Kujdańcach

13 sierpnia (wtorek)

  • grupa główna - Taurów: prace porządkowe na cmentarzu w Zabojkach i w Draganówce
  • grupa wędrowna - Tarnopol: prace na cmentarzu w Łozowej i w Szlachtyńcach

14 sierpnia (środa)

  • grupa główna - Taurów: prace porządkowe na cmentarzu w Załoźcach i w Berezowicy Małej, zapalenie zniczy na cmentarzu w Ihrowicy
  • grupa wędrowna - Tarnopol: prace na cmentarzu w Strusiowie

15 sierpnia (czwartek) – dzień wolny / Taurów – Tarnopol – Wiśniowiec – Krzemieniec

Święto państwowe (Święto Wojska Polskiego) i kościelne (Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny). Udział we Mszy Św. dla chętnych

  • Obie grupy - po śniadaniu przejeżdżają na teren szkoły podstawowej w Wiśniowcu – kwatera grupy głównej.
  • Grupa wędrowna - zostanie zakwaterowana  w Hotelu Edem w Krzemieńcu.

16 sierpnia (piątek)

  • grupa główna - Wiśniowiec: prace porządkowe na cmentarzu w Wiśniowcu i Wiśniowcu Starym  oraz  w miejscu pamięci narodowej (studnia-masowa mogiła na terenie prywatnej  posesji w Wiśniowcu Starym)
  • grupa wędrowna - Krzemieniec: prace na cmentarzach w Krzemieńcu (polskim i mieszanym, gdzie znajduje się m. in. grób Salomei Becu, matki Juliusza S.)

17 sierpnia (sobota)

  • grupa główna - Wiśniowiec: prace porządkowe na cmentarzu w  Ostrogu
  • grupa wędrowna - Krzemieniec: prace porządkowe na cmentarzu w Szumsku

18 sierpnia (niedziela) / Wiśniowiec – Krzemieniec – Dubno – Szkliń

Przejazd grupy na teren nowej kwatery - Szkliń. W programie dnia przewidziano zapalenie zniczy na cmentarzu w Dubnie oraz zwiedzanie Łucka, stolicy województwa wołyńskiego (obie miejscowości znajdują się na trasie przejazdu z Krzemieńca do Szklinia).

19 sierpnia (poniedziałek) Szkliń – Rożyszcze

  • grupa główna - Szkliń: prace porządkowe na cmentarzu w Skurczach i w Nieświczu
  • grupa wędrowna - Rożyszcze (wydzielenie grupy, która przeniesie się na kwaterę do parafii pw. Przemienienia Pańskiego w Rożyszczach); prace na cmentarzu w Rożyszczach

20 sierpnia (wtorek)

  • grupa główna - Szkliń: prace porządkowe na cmentarzu w Beresteczku; zapalenie zniczy  w miejscu pamięci narodowej w Kupowalcach
  • grupa wędrowna - Rożyszcze: prace porządkowe na cmentarzu w Hołobach i  w Mielnicy

21 sierpnia (środa)

  • grupa główna - Szkliń: prace porządkowe na cmentarzu w Koniuchach
    zapalenie zniczy w miejscu pamięci narodowej na terenie dawnego polskiego cmentarza w Horochowie
  • grupa wędrowna - Rożyszcze: prace na cmentarzu w Chobutach

22 sierpnia (czwartek)

Dzień wolny od pracy, a co będzie się działo to niespodzianka obozowa

23 sierpnia (piątek)

  • grupa główna - Szkliń: prace porządkowe na cmentarzu w Radziechowie
  • grupa wędrowna - Rożyszcze: prace porządkowe na cmentarzu w Kiwercach i w  Gaju, miejscu ekshumacji Polaków przeprowadzonej w roku 2013

24 sierpnia (sobota) / Szkliń – Rożyszcze – Kowel – Luboml – Dorohusk – Lublin

Powrót do Polski. Po drodze, na trasie do Dorohuska uczestnicy obozu po raz ostatni podczas tegorocznego pobytu na Wołyniu zapalą znicze na polskich cmentarzach Wołynia (Kowel, Luboml).

 

  1. Prolog
  2. Program
  3. Epilog

 

Epilog

Przez to i tylko przez to trwaliśmy wśród żywych
Czego nie znajdą w naszych nekrologach

Thomas Stearns Eliot, Ziemia jałowa

Projekt Wołyń 2019. ReAkcja - jest kontynuacją działań rozpoczętych na Ukrainie w roku 2008 i kultywowanych rokrocznie. Jego idea sprowadza się do wspólnej (międzypokoleniowej i międzynarodowej) akcji porządkowania polskich cmentarzy na Ukrainie i ukraińskich w Polsce. Jedenaście lat temu na pierwszy obóz pojechała nas grupka 18 osób. Dzisiaj, na wakacyjne obozy przyjeżdżają Polacy z całego kraju i z emigracji, dzisiaj ta grupa liczy blisko 150 uczestników. Z czasem idea porządkowania polskich nekropolii rozlała się szerzej na byłe Kresy Rzeczypospolitej i od kilku lat mini obozy organizujemy na Białorusi i Litwie.

Inicjatorami wołyńskich wyjazdów młodzieży z Lubelszczyzny na Wołyń był dr Leon Popek, Naczelnik Wydziału Kresowego Instytutu Pamięci Narodowej oraz dr Piotr Gawryszczak, Lubelski Wojewódzki Komendant Ochotniczych Hufców Pracy.

Głównymi organizatorami tegorocznego obozu na Wołyniu są lubelskie instytucje: Fundacja Niepodległości i Ochotnicze Hufce Pracy. Jak co roku wspiera nas parafia pw. Świętego Krzyża w Lublinie, Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne w Lublinie, Lubelskie Środowisko Żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej, Towarzystwo Przyjaciół Krzemieńca i Ziemi Wołyńsko-Podolskiej oraz Stowarzyszenie Solidarni 2010. Partnerem projektu jest: Konsulat Generalny RP w Łucku. Projekt jest realizowany dzięki środkom finansowym Funduszu Inicjatyw Obywatelskich i Senatu RP.

Dlaczego Wołyń? Bo na Wołyniu jest najwięcej zapomnianych cmentarzy… Podczas tych wyjazdów porządkujemy cmentarze i miejsca pamięci w: Ostrówkach, Zamosteczu, Jankowcach, Lubomlu, Rymaczach, Przewałach, Łukowie, Turzysku, Kupiczowie, Radowiczach, Niebrzydowie, Wierzbicznie, Werbie, Bielinie, Kowlu, Zasmykach, Przebrażu, Koszyszczach, Hołobach, Chobutowie, Mielnicy, Jeziornej, Rożyszczach, Gaju, Skurczach, Nieświczy, Koniuchach, Horochowie, Krzemieńcu, Dubnie, Kupowalcach, Szumsku, Ostrogu, Beresteczku, Wiśniowcu, Wiśniowcu Starym, Kozłowej, Taurowie, Horodyszczach, Chodaczkowie Wielkim, Szlachtyńcach, Płotyczy, Berezowicy, Załoźcach, Kujdańcach, Romanówce, Romanowym Siole, Ihrowicy, Zabojkach, Draganówce, Strusiowie… Te cmentarze to miejsca spoczynku legionistów Komendanta Piłsudskiego, żołnierzy wojny polsko-bolszewickiej, ofiar rzezi na Wołyniu dokonanej przez OUN-UPA, to groby żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK… W większości anonimowe, bezimienne, polskie. Czas między założeniem cmentarza Legionów (Kościuchnówka, 1916 rok), a wydzieleniem kwatery żołnierzy Armii Krajowej (Rymacze, 1944 rok) to czas jednego ledwie pokolenia. A grobów tyle, że kilka można by nimi obdzielić…

Sierpniowy obóz jest kulminacją naszych działań. Poprzedza go cykl realizowanych zadań, których celem jest przygotowanie uczestników do udziału w projekcie (prelekcje i wykłady, warsztaty; filmowe, fotograficzne, historyczne, także z zakresu inwentaryzacji cmentarzy oraz rajdy piesze i samochodowe), natomiast po jego zakończeniu prolongata działań kresowych sprowadza się do organizacji akcji porządkowania ukraińskich cmentarzy w Polsce, promocji realizowanych projektów (przygotowanie folderu poświęconego jednemu z wybranych cmentarzy, wydanie kalendarza bądź okolicznościowych koszulek), zbiórki zniczy na cmentarze kresowe oraz przygotowania wystawy dokumentującej całoroczny dorobek zrealizowanych zadań. W projekcie biorą udział Polacy i Ukraińcy, ludzie młodzi i młodsi, pracoholicy i bezrobotni, uczniowie i studenci, emeryci i renciści, pasjonaci i abnegaci, potomkowie wołyńskiej ziemi i ludzie, którzy żadnych korzeni kresowych nie mają, ba, tych jest zdecydowana większość. W minionym roku najmłodszy uczestnik wyprawy miał lat 10, zaś najstarszy 85. Niech ten fakt świadczy, że sztafeta pokoleń wciąż trwa. Że historia Kresów nie zakończyła się w roku 1945…

Nie wiem, czy na Wołyń macie daleko czy blisko; nie wiem, czy Wam się tam spodoba czy nie; nie wiem, czy zechcecie wrócić później… ale wiem jedno: jeśli po latach ktoś Was zapyta: - Co robiliście w sierpniu 2019 roku? - to będziecie pamiętać. Dla tych, którzy zostaną w domach, ten sierpień będzie za kilka lat białą plamą, której nie wywoła wspomnienie ukryte gdzieś w trzewiach ludzkiej duszy ani kolor tynku na suficie. I jeśli jutro, pojutrze lub za lat parę siądziecie w jakiś spokojny wieczór przy kominku, ognisku lub na steranej, domowej kanapie, to uśmiechniecie się uśmiechem dziecka na wspomnienie tamtej przygody. Może rację miał Andrzej Stasiuk gdy próbował to wyklarować natarczywemu dziennikarzowi; „Kurde, ciekawszy po prostu jest ten wschód…” A może rację miał Blaise Pascal gdy stwierdził: „Wszystkie kłopoty ludzi biorą się stąd, że nie umieją oni usiedzieć spokojnie we własnym domu”. Tylko co nam później zostanie wspominać; widok z okna, telenowelę czy kolor tynku na suficie?

 

Dłoń umarłego wzywa łaski głazu
Pod migotaniem spadającej gwiazdy

Thomas Stearns Eliot, Wydrążeni ludzie

Kiedy pierwszy raz ruszaliśmy na Wołyń w 2008 roku, nawet przez chwilę nie pomyślałem, że nie wrócimy już stamtąd nigdy. Że Wołyń zatrudni nas na Zawsze w służbie Przeszłości. Był ciepły, sierpniowy dzień jakich w roku jest na tyle dużo by nie zawracać sobie głowy ich zapamiętywaniem…

Pierwszymi kwaterami na tegorocznym szlaku będą Tarnopol – Taurów. Stąd (podobnie jak z kolejnych kwater; Krzemieniec – Wiśniowiec, Rożyszcze – Szkliń) będziemy codziennie wyruszać do położonych w pobliżu cmentarzy. Już drugiego dnia wzorem lat poprzednich spośród uczestników obozu zostanie wydzielona grupa główna i grupa wędrowna. Wybór przydziału zależy od chęci każdego z uczestników. Podział na grupy ułatwia nam prowadzenie prac na cmentarzach i kwaterunek. Niewiele jest bowiem miejsc na świecie, które mogą bez logistycznego zamętu przyjąć 150 osób. Obóz oprócz wielu innych aspektów ma też walor surwiwalowy, lecz mimo to liczba miejsc siedzących przy jadalnym stole czy kabin prysznicowych musi choć trochę odpowiadać potrzebom głodnych i brudnych uczestników wyprawy, choć w przypadku tych drugich płci męskiej, wiem z doświadczenia, że jedna kabina prysznicowa w zupełności wystarcza. I jeszcze się żalą, że trzeba daleko chodzić… :)

Dostęp do prądu jest nieograniczony (ładowarki do telefonów, laptopów, aparatów fotograficznych, kamer itp.), lepiej wygląda sytuacja z zasięgiem; nie zawsze jest! Inna sprawa to koszty połączeń telefonicznych z Polską; Ukraina to strefa poza Unią Europejską w związku z tym koszty rozmów międzynarodowych (ok 5 zł za minutę) i esemesów (ok. 3 zł za jedną wiadomość) są niemałe; ale ma to swoje plusy – ludzie mniej gadają przez telefon.

W przypadku gdy w programie podano więcej niż jedną nazwę miejsca pracy oznacza to podział grupy na sekcje i równoległą pracę na dwóch lub więcej cmentarzach. Skład osobowy grup może się zmieniać w zależności od chęci każdego uczestnika obozu. Grupy (główna i wędrowna) będą pracować równolegle realizując przydzielone zadania.

Tłustym drukiem zaznaczono miejsca kwaterowania grup (Tarnopol – Taurów / Krzemieniec – Wiśniowiec / Szkliń – Rożyszcze). Startujemy 9 sierpnia o godz. 8.30 z placu przy świetlicy Środowiskowego Hufca Pracy (ul. Łabędzia 15) w Lublinie. Dla śpiochów i nocnych marków istnieje możliwość nocowania w świetlicy w przeddzień wyjazdu. Zbiórkę przed wyjazdem zaczynamy od godz. 6 00. Dozwolone jest zapomnieć sztućców, telefonu, śpiwora, namiotu, pieniędzy, bielizny, okularów, pamiętniczka, chusteczek higienicznych – to wszystko będzie można pożyczyć od uczestników wyprawy lub dostać w obozowym kwatermistrzostwie. Za wyjątkiem paszportu! Wprawdzie naszymi sojusznikami w projekcie są Placówki Straży Granicznej w Dorohusku i w Dołhobyczowie oraz Konsulat Generalny RP w Łucku to mimo takiego zaplecza nie „przerzucamy” zapominalskich przez zieloną granicę.

Sierpniowy obóz ma w zamyśle organizatorów być przygodą i wizytą w salonie świata, którego już nie ma. Czy macie jeszcze czasem możliwość takiego wyboru: mech zamiast dywanu pod nogami, bieżąca woda w rzece zamiast w kranie, gwiazdy nad głową zamiast żyrandola, czat z żywym człowiekiem przy ognisku zamiast facebooka, hm? I jeszcze jedno; polskość. Kto czuje i rozumie (albo odwrotnie), będzie wiedział, o co chodzi. Kto chce spróbować, nie znajdzie lepszej szkoły i kadry. Ludzie, którzy uczestniczą w projekcie, są najlepszymi nauczycielami tego, co polskie, tego, co zostawiła nam „późnym wnukom” II Rzeczpospolita. Dzięki nim historia Kresów trwa...

W każdy dzień wolny od prac porządkowych (niedziele, święto Wniebowzięcia NMP i święto Wojska Polskiego) uczestnicy obozu mogą, ale nie muszą uczestniczyć w programie rekreacyjno-edukacyjnym (wycieczki krajoznawcze, pobyt nad wodą, dzień-niespodzianka).

Istnieje możliwość dołączenia do grupy w trakcie trwania obozu (codziennie kursują z Lublina autobusy do Kowla, Łucka, Krzemieńca i Tarnopola skąd możemy odbierać dojeżdżających uczestników) lub wcześniejszego wyjazdu z obozu (w tym przypadku odwozimy uczestników na dworzec autobusowy w miejscach kwaterowania grup lub do najbliższych miejscowości, skąd można dotrzeć do Lublina lub innych miejscowości docelowych w Polsce).

Powrót (24 sierpnia) do Lublina planowany jest na godz. 16:00. Część uczestników jest spoza Lublina. Chcąc ułatwić im dalszą podróż zobowiązani jesteśmy do umożliwienia im w miarę wczesnego dotarcia na dworzec autobusowy lub kolejowy w Lublinie w celu uzyskania połączeń komunikacyjnych z rodzinnymi miejscowościami.

Organizatorzy projektu Wołyń 2019. ReAkcja zapewniają wszystkim uczestnikom obozu zakwaterowanie, wyżywienie i ubezpieczenie na terenie Ukrainy oraz transport z Lublina na Wołyń i z powrotem w pojazdach opłaconych przez organizatorów (wynajęte autobusy lub busy). Organizatorzy nie zwracają kosztów przejazdu pojazdami prywatnymi lub środkami komunikacji międzynarodowej (autobusy kursowe, pociągi), którymi uczestnicy projektu docierają lub wyjeżdżają w trakcie trwania obozu.

To już nasza dwunasta wyprawa na Wołyń. Przez te lata nawiązaliśmy serdeczne kontakty z lokalnymi władzami ukraińskimi i mieszkańcami odwiedzanych przez nas miejsc. Współpracujemy z polską i ukraińską Strażą Graniczną, Konsulatem Generalnym RP w Łucku, Towarzystwami Kultury Polskiej na Wołyniu i Podolu… Ale tak naprawdę w tej sztafecie pokoleniowej liczy się tylko ten uścisk ręki, jaki wymieniamy z wielkimi duchami naszej przeszłości.

 

Projekt dofinansowano ze środków:
Senatu Rzeczypospolitej i Funduszu Inicjatyw Obywatelskich